Rozdział siódmy
Obudziłam się koło godziny jedenastej, ubrałam się i gotowa zeszłam na dół. Z tego co zauważyłam to w salonie siedzieli tylko Zayn z Perrie i Liam z Danielle. Przywitałam się z nimi i poszłam do kuchni, do której zaraz wparował Nialler. Gdy tylko mnie zobaczył to szeroko się uśmiechnął.
- Hej, Mała.- nie przestawała się szczerzyć.
- Cześć.-odpowiedziałam nie pewnie.
- Robisz śniadanko?- spytał.
- Wieeesz... Ma przyjść Katy z Rose, więc zrobię trochę większe.- powiedziałam. Zaczęłam robić tosty, gdy do kuchni weszła zaspana Amy.
- Cześć, Śpiochu.-przywitałam ją, na co niemrawo się uśmiechnęła.- Co ten Niall z tobą zrobił?- spytałam rozbawiona, przez co ich twarze zrobiły się czerwone, a moja przyjaciółka się obudziła do końca.- O Matko!- krzyknęłam i podbiegłam ich wyściskać.- Jesteście już razem?- spytałam, gdy się od nich odsunęłam, na co pokiwali potakująco głowami. Pisnęłam i znów rzuciłam im się na szyje, wywołując u nich śmiech.- Ale zabezpieczyliście się?- spytałam robiąc się poważna.
- Mary.- jęknęła Amy.
- Jesteśmy dorośli.- powiedział cały czerwony Niall.
- Ale się o was martwię i nie chce, żeby były jakieś nie porozumienia.- powiedziałam wywracając oczami, po czym odwróciłam się i wyciągnęłam tosty z tostera.
Zaraz po tym jak zadzwonił dzwonek do drzwi położyłam parującą patelnie z jajecznicą obok tostów i płatek do mleka.
- Wujek!- usłyszałam słodziutki głos Rosie.
- My tylko na chwilkę.- powiedziała Kate.
- Chciałabyś.- zaśmiał się Harry.- Mary zrobiła śniadanie, więc jeśli nic nie zjecie to was nie wypuści.-dodał. Po chwili zobaczyłam ich trójkę. Przywitałam się z kuzynką i jej córką, po czym one zajęły miejsca, a ja poszłam zawołać resztę. Zjawili się po kilku sekundach.
- Nareszcie! Jeeeeesteeeem taaaakiiiii głooooodnyyyyy!- jęknął Horan siadając przy stole.
Szłam z Katy powoli po parku, a Malutka zrywała kwiatki dla swojej mamy.
- Ja już tak dłużej nie mogę.- żaliła mi się brunetka.- Gdy widzę jego usta to mam ochotę je pocałować, potem wtulić w jego tors i już tak zostać.- uśmiechnęła się blado.
- Moim zdaniem powinnaś mu to powiedzieć.- popatrzałam na śliczną brunetkę, która szła w naszą stronę z bukietem stokrotek w rączce.
- To dla Ciebie, mamusiu.- powiedziała sepleniąc.
- Dziękuje.- odpowiedziała uśmiechając się słabo.
- Chodźmy na plac zabaw.- powiedziałam i wzięłam Małą na rączki.
Po 4 godzinach spędzonych z dziewczynami wróciłam do domu i zaczęłam się pakować, gdy do mojego pokoju wpadły Amy i Maja.
- No, bo słuchaj. Amy będzie studiować tam, gdzie my, więc może z nami zamieszkać.- powiedziała Maja.
- No pewnie! Ale jak chce się z nami zabrać to musi się pakować.- powiedziałam, a blondynka rzuciła mi się na szyję.- Ale pod jeszcze jednym warunkiem.- podniosłam do góry palec, popatrzyły na mnie wyczekująco.- Kate i Rose mogą z nami zamieszkać.
- Pewnie!- krzyknęły obie. Przytuliłam je, po czym wygoniłam z pokoju w zamiarze spakowania się, przed jutrzejszym wyjazdem.
W połowie mojego pakowania dostałam sms'a:
' Wiem, że to bardzo nie profesjonalne prosić przez telefon, ale poszłabyś może ze mną na kolacje? Justin Xx'
Moje oczy prawie wyszły na wierzch. Czy Justin Bieber zaproponował mi kolację?! Czy to randka?! O cholera! Nie mogę oddychać! Krzyknęłam na cały dom i jestem pewna, że usłyszał to nawet Justin u siebie w hotelu. Szybko odpisałam mu, że się zgadzam i zaczęłam szukać jakiejś sukienki, ale jak na złość nie miałam żadnej. Szybko wybiegłam z pokoju i zbiegłam na dół, po czym od razu udałam się do salonu, gdzie byli wszyscy.
-Perrie! Potrzebuje Twojej pomocy!- krzyknęłam zdyszana. Poderwała się jak oszalała, a ja od razu pobiegłam do pokoju jej i Zayn'a.
- O co chodzi?- spytała zamykając drzwi.
- Justinzaprosiłmnienakolacjęiniemamwcosięubrać!- powiedziałam szybko. Chwilę jej zajęło pojęcie tego co powiedziałam, ale gdy już zrozumiała to pisnęła z radości i zaczęła grzebać w swojej szafie. Poczułam wibracje w ręce, więc szybciutko odblokowałam telefon.
' Będę o 19, shawty Xx'
Spojrzałam na zegarek 17.24, miałam 1,5 godziny, a nie miałam nawet wybranej sukienki! Spojrzałam na dziewczynę, która w dalszym ciągu grzebała w szafie.
- Mam!- krzyknęła po 10 minutach. Przyjrzałam się sukience i od razu uśmiechnęłam się szeroko.
- Dziękuje!- krzyknęłam i rzuciłam się jej na szyję, cmoknęłam ją w policzek po czym zabierając sukienkę, popędziłam do łazienki, która jak na złość była zamknięta. Do cholery! Dlaczego na tak duży dom jest jedna łazienka?! Zaczęłam się dobijać do pomieszczenia, przez co zostałam okrzyczana przez mojego cudownego brata.
- Harold'zie Edvard'zie Styles'ie! Wyłaź w tej chwili z tej łazienki albo zawołam Louis'a, żeby tam do Ciebie wszedł!- krzyczałam dalej stukając w drewnianą powłokę.
- Już dobra!- krzyknął otwierając drzwi. Szybko go wyszarpałam z pomieszczenia i sama weszła zamykając za sobą zamek. Wzięłam prysznic, po czym ubrałam się i uczesałam. Poszłam jeszcze do pokoju po telefon, który wsadziłam do torebki i zeszłam na dół. Równo z tym jak zeszłam z ostatniego schodka zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Otworzę!- krzyknęłam. Podeszłam do drzwi, wzięłam głęboki wdech, wypuściłam powietrze i otworzyłam je. Uśmiechnęłam się szeroko do chłopaka stojącego po drugiej stronie.
- Jej. Wyglądasz...- zrobił pauzę. Wpatrywałam się w niego wyczekująco, lekko się uśmiechając, a w środku mnie krzyczało: 'Zabrakło mu słów! Zabrakło mu słów! Zabrakło...'.-... nieziemsko.- dokończył uśmiechając się słodko.
- Ty też całkiem nieźle.- powiedziałam patrząc na jego strój. Miał na sobie czarne Supra'y, spodnie z krokiem w kolanach, białą koszulę i luźno założony śledzik.- Wychodzę!- krzyknęłam w głąb domu. Justin wystawił swoje ramię, którego złapałam się z uśmiechem. Otworzył mi drzwi do swojego ferrari, po czym je za mną zamknął, obszedł je dookoła i wsiadł od strony kierowcy.
Po 15 minutach rozmów, śpiewania piosenek lecących w radiu dojechaliśmy do małej restauracji na obrzeżach Londynu. Biebs pomógł mi wysiąść i poszliśmy w jej stronę. Usiedliśmy w stoliku na końcu sali w rogu. Cały czas rozmawialiśmy i się śmialiśmy, pewnie dalej by tak było, gdyby nie przyszła kelnerka. Od razu nie przypadła mi do gustu. Wielkie, za pewne plastikowe, piersi, mnóstwo tapety na twarzy i guma w buzi, którą przeżuwała z otwartą buzią.
- Co dla państwa?- spytała mlaskając. Justin uśmiechnął się do mnie, pytając niemo, na co mam ochotę.
- Dla mnie spaghetti.- powiedziałam odkładając menu.
- W takim razie dwa razy spaghetti.- powiedział chłopak. Wzięłam nasze karty dań i poszła gdzieś tam. Wróciliśmy do naszych rozmów, które prowadziliśmy zanim nam przerwano.
- Pańskie zamówienia.- usłyszałam ten piskliwy głos pomieszany z mlaskaniem. Przeniosłam wzrok z mojego towarzysza na tlenioną blondynkę, która najpierw postawiła talerz przede mną, a następnie przed chłopakiem schylając się tak by pokazać w jego stronę jak najwięcej swoich piersi. Gdy tylko od nas odeszła parsknęłam śmiechem, biorąc widelec.
- Co?- spytała Bieber.
- Nie, nic.- powiedziałam, nawijając na widelec makaron.
Szliśmy z Justin'em przez park za ręce, rozmawiając o jakiś historiach naszego życia, chociaż ja wiedziałam prawie wszystko o nim. Nagle usłyszeliśmy 'Brat dzwoni, brat dzwoni...' w wykonaniu Harry'ego.
- Przepraszam, muszę odebrać.- powiedziałam zażenowana wyciągając telefon.- Słucham?- spytałam najmilej jak umiałam.
- Gdzie ty do cholery jesteś?- spytał na wstępie.
- Tam gdzie Ciebie nie ma.- stwierdziłam słodko, na co szatyn obok mnie się zaśmiał.- Czego chcesz, Styles?- zapytałam.
- Martwię się po prostu.- mruknął.
- To przestań się martwić. Będę zaaaa...- zacięłam się i spojrzałam na Kanadyjczyka, powiedział niemo 'za godzinę', więc znów powróciłam do rozmowy z bratem.- ... za godzinę.
-Uważaj na siebie! Kocham Cię!- krzyknął mi do ucha tak głośno, że musiałam odsunąć telefon. Justin zaczął się głośno śmiać z mojej skwaszonej miny.
- Taaa... Ja Ciebie też.- mruknęłam.- Pa!- krzyknęłam i się rozłączyłam. Powoli zaczęliśmy wracać do auta, gdy zaczęło lać.
- A już myślałam, że gorzej być nie może.- westchnęłam. Szatyn okrył mnie swoją marynarką, którą trzymał w ręce. Uśmiechnęłam się do niego. Chłopak stanął na przeciwko mnie, wpatrywaliśmy się w swoje oczy przybliżając się do siebie. Złapał mnie za biodra przyciągając do siebie, w skutek czego wpadłam na jego tors. Położyłam ręce na jego piersiach. Popatrzał w moje oczy, na usta, a następnie złożył krótki pocałunek na moich ustach, by pocałować mnie dłużej. W tym momencie dziękowałam sobie, że założyłam te cholerne obcasy. Odwzajemniłam pocałunek, który był tak magiczny, jak sen. Justin, ja i pocałunek w deszczu. Jak wyciągnięte z jakiejś komedii romantycznej.
Staliśmy z przed domem chłopaków, patrząc sobie w oczy.
- Pocałowałbym Cię, ale nie chce IM robić przedstawienia.- powiedział.
- Doskonale Cię rozumiem.- przytaknęłam.- Dziękuje za kolację i za spacer. Było na prawdę super.- uśmiechnęłam się do niego.
- Cieszę się. Mam nadzieje, że w L.A to powtórzymy?- spytał.
- Jeśli tylko będziesz chciał.- cmoknęłam go w policzek.- Dobranoc, Justin.
- Dobranoc, Mary.- uśmiechnął się odchodząc. Gdy wchodził do samochodu pomachałam mu, po czy weszłam do domu. Od razu rzucili się wszyscy na mnie zadając masę pytać. Olałam ich ściągając buty, a następnie kierując się w stronę pokoju Harry'ego. Zabrałam mu z szafy koszulę, w którą się przebrałam już u siebie w pokoju. Zmyłam makijaż, rozczesałam włosy, by następnie związać je w francuza. Gotowa do spania, położyłam się do łóżka i wzięłam do ręki telefon, który świecił.
'Kolorowych snów, Piękna. Justin Xx'
Uśmiechnęłam się do telefonu i wzięłam się za odpisywanie:
' Na pewno takie będą. Śpij dobrze, Justin. Mary Xx'
Po chwili dostałam odpowiedź:
' Po takiej randce? Na pewno będę dobrze spał. Justin Xx'
Myślałam, że na zawał zejdę. To było takie słodkie! Wsadziła głowę w poduszkę i zaczęłam piszczeć, przerwałam, gdy poczułam jak ktoś na mnie siada.
- Złaź kimkolwiek jesteś!- krzyknęłam.
- Nie, dopóki mi nie powiesz jak było!- powiedziała Maja.
- NAM.- poprawiła ją Perrie.
- Serio chcecie wiedzieć?- spytałam odwracając się na plecy, przy okazji zrzucając przyjaciółkę z łóżka. Pokiwały energicznie głowami. Westchnęłam, po czym rzuciłam poduszką w drzwi, by usłyszeć jak ktoś się przewraca, po chwili do pokoju wparował Frędzel.
- Co to było?!- spytał.
- Poduszka.- wzruszyłam ramionami.- Ciesz się, że tylko ona.- dodałam, a dziewczyny się zaśmiały.
- No weź! My też chcemy wiedzieć, nooo!- jęknął Lou siadając po turecku na moim łóżku. Westchnęłam.
- ALE!- krzyknęłam podnosząc jeden palec do góry.- Zaraz po tym jak skończę opowiadać bierzecie swoje tyłki i idziecie stąd. Jestem zmęczona.- mruknęłam.
- Ale Cię musiał wymęczyć.- pokręcił głową Niall.
- Czy ty próbujesz się odegrać za dzisiejszy ranek?- spytałam mrużąc oczy. Już chciał coś powiedzieć, gdy przerwała mu Amy.
- Nie zmieniaj tematu.- warknęła. Zaśmiałam się i zaczęłam im opowiadać o mojej randce. Gdy mówiłam o pocałunku w deszczu to zrobili takie zbiorowe 'Awwww...', co mnie rozbawiło.
Przytuliłam każdego, a oni kierowali się w stronę wyjścia z mojego pokoju. Ostatni podszedł do mnie Harreh. Przytulił mnie mocno.
- Uważaj na siebie.- mruknął szeptem w moje włosy.
- Dobrze. Kocham Cię. -szepnęłam.
- Ja Ciebie też kocham.- cmoknął mnie w czółko. Uśmiechnęłam się do niego, co odwzajemnił i zamknął za sobą drzwi. Opadłam na łóżko wzdychając. Kocham tych ludzi. Są ze mną mimo wszystko i za to jestem im wdzięczna. Zamknęłam oczy i pojawił mi się obraz tego słodkiego Kanadyjczyka. Uśmiechnęłam się sama do siebie i nawet nie wiem, kiedy zasnęłam...
*****************************************************************************************
Ta dam! Niespodziewany znikąd rozdział!
Nuta na dziś: