Rozdział czwarty
- Harry !!! Gdzie moje żelki ?!- usłyszałam krzyk Horan'a z dołu. Jęknęłam i leniwie otworzyłam oczy. Zrzuciłam z siebie kołdrę, zeszłam z łóżka i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je z rozmachem i ślamazarnie wyszłam z pokoju kierując się na dół. Wszyscy biegali z kąta w kąt zbierając swoje rzeczy. Widziałam jak Zayn niósł bokserki w ręce, a Harry szukał jednej skarpetki. Patrzyłam na nich zdezorientowana.
- Hej !!- krzyknęłam zwracając na siebie uwagę wszystkich.- Nie wiem co wyście tu robili.- popatrzałam na Malik'a i Styles'a.- I nie chce wiedzieć, ale chce wiedzieć co wy tu tak hałasujecie.- skrzyżowałam ręce na wysokości klatki piersiowej.
- Pakujemy się.- powiedział Loczek i wrócił do swoich poszukiwań.
- Już wracacie do Londynu?- zdziwiłam się.
- No MY jedziemy.- podkreślił drugie słowo.
- No wy.- odpowiedziałam patrząc na niego jak na idiotę.
- Jaka ty nie kumata.- strzelił facepalm'a.
- Może dlatego, że mnie obudziliście.- burknęłam.
- Po prostu się spakuj.- powiedział Liam przechodząc obok mnie. Zmarszczyłam brwi nie wiedząc o co chodzi.- Nie wszystko, tylko na parę dni.- uśmiechnął się w moją stronę. Dalej nic nie rozumiałam, ale nie chciałam już pytać, więc tak jak powiedział brązowooki poszłam się spakować.
Po spakowaniu się wyciągnęłam z szafy ubrania, które mogłabym ubrać i poszłam do łazienki. Pomieszczenie było zaparowane i pachniało męskimi żelami pod prysznic i perfumami, ale nie należały one do chłopaków. Mimo, że zapach ten czułam z dwa razy już go doskonale znałam. Były to perfumy samego Justin'a Bieber'a. Chociaż znałam ten zapach zaledwie dwa dni to i tak zdążyłam go pokochać.
Ściągnęłam z siebie ubrania z wczoraj i weszłam pod prysznic. Namydliłam swoje ciało pomarańczowym żelem pod prysznic, a we włosy wtarłam truskawkowy szampon do włosów. Spłukałam z siebie oraz włosów pianę i wyszłam z kabiny owijając się ręcznikiem. Stojąc przed lustrem wysuszyłam swoje włosy, pomalowałam się i ubrałam w strój pasujący do pogody. Psiknęłam się jeszcze perfumą 'Girlfiriend', którą dostałam od głodomorka i ostatni raz oglądając się w lustrze wyszłam z łazienki. Podreptałam do pokoju, gdzie wzięłam telefon i zeszłam na dół do reszty. Uśmiechnęłam się do wszystkich znajdujących się w jadalni i poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie lekkie śniadanko i dosiadłam się do stołu.
Wszyscy o czymś gadali, a ja zajęłam się swoim pysznym posiłkiem, który już kończyłam. Zaniosłam miseczkę do zmywarki i oprałam się biodrem o blat pijąc sok pomarańczowy, po czym pustą szklankę również schowałam do zmywarki.
- To jedziemy!!- krzyknął uradowany Lou biegnąc do salonu. W dalszym ciągu nie wiedziałam gdzie jedziemy, ale miałam nadzieje, że nie wywiozą mnie do lasu jak kiedyś.
*- Hej, Mary. Jedziemy na wycieczkę. Jedziesz z nami?- spytał Zayn.
- Jasne.- odpowiedziałam uśmiechając się promieniście.
- To spakuj się, a my przyjedziemy po Ciebie za godzinę.- powiedział i zniknął mi z pola widzenia. Wzruszyłam ramionami i poszłam się pakować.
- Co za idiota. Zapomniał mi powiedzieć na ile jedziemy.- mruknęłam sama do siebie.
Po jakiś czterdziestu pięciu minutach byłam spakowana, przebrałam się i zeszłam na dół, żeby poczekać na chłopaków. Po paru minutach przyjechali i mogliśmy jechać. Przez całą drogę się wygłupialiśmy. Na miejscu jako pierwsza wyskoczyłam z samochodu wraz z moją torbą. Usłyszałam za sobą tylko trzask drzwi, warczenie silnika, a potem już tylko głośne śmiechy chłopaków i w dalszym ciągu pracujący silnik. Rozejrzałam się dookoła. Stałam na środku jakiegoś lasu. Nie wiedziałam dokładnie gdzie. W tym momencie mocno wkurzyłam się na chłopaków. Postanowiłam poszukać jakiejś drogi do domu.
Po paru nastu minutach znalazłam leśniczówkę. Miły leśniczy powiedział mi jak mam iść, więc poszłam według jego wskazówek. Droga do domu zajęła mi ponad godzinę, ale za to miałam piękne widoki i nawdychałam się świeżego powietrza. Co w dalszym ciągu nie zmienia faktu, że byłam wkurzona na chłopaków. Weszłam po chichu do domu i na paluszkach poszłam do swojego pokoju. Nic nie mówiąc i przede wszystkim nie hałasując przebrałam się i wskoczyłam pod kołdrę, by po chwili pogrążyć się w głębokim śnie.
Następnego dnia obudziły mnie głosy dochodzące z dołu.
- A co jeżeli się nie znajdzie?- usłyszałam zdenerwowanego Loczka.
- Uspokój się. Na pewno zaraz się znajdzie.- odpowiedział mu Louis starając się być opanowanym. Po chwili zaczęli się przekrzykiwać. Nie mogłam tego słuchać, więc zwlokłam się z łóżka i zeszłam na dół.
- Możecie zamknąć te ryje?- spytała trzymając się za głowę jakby dopadł mnie kac morderca.
- O Matko!- krzyknął z ulgą Harry i rzucił się na mnie mocno mnie do siebie tuląc.- Wszystko ok? Nic Cię nie boli? Nie skaleczyłaś się?- pytał oglądając mnie całą. Wyrwałam się z jego kolejnego uścisku i bez żadnego słowa wzięłam szklankę, nalałam do niej sobie soku pomarańczowego, po czym go wypiłam.
Tak wyglądało parę kolejnych dni...*
Staliśmy wszyscy przed domem i pakowaliśmy walizki do bagażnika taksówki. Nagle z ni stąd ni zowąd zmaterializował się koło mnie Justin. Tak mnie przestraszył, że ze strachu złapałam się za miejsce, w którym znajduje się serce.
- Hej.- cmoknął mnie w policzek na powitanie.
- Cześć.- uśmiechnęłam się na gest chłopaka.
- Mam coś dla Ciebie i reszty. Mam nadzieje, że się spodoba.- powiedział dając mi kopertę. Już chciałam ją otworzyć, ale uniemożliwił mi to łapiąc mnie za rękę. Gdy mnie dotknął po moim kręgosłupie przebiegły przyjemne ciarki.- Otwórz to już na miejscu albo w samolocie.- puścił mi oczko, cmoknął w policzek mówiąc 'do zobaczenia' i poszedł. Bardzo chciałam zobaczyć co jest w kopercie, ale skoro Biebs mnie prosił abym otworzyła to później to tak zrobię. Schowałam kopertę do torebki i weszłam do taksówki, gdyż już wszystko było gotowe. Jechaliśmy jakiś czas po czym stanęliśmy na lotnisku. Uśmiechnęłam się widząc, że nie jest to las.
Po odprawach poszliśmy do prywatnego samolotu chłopaków. Usiadłam na fotelu obok Mai, która siedziała po prawej stronie Harry'ego. Podłączyłam słuchawki do telefonu i kliknęłam 'play' na mojej liście utworów. Wsłuchując się w piękny głos mojego kolegi Ed'a Sheeran'a w piosence Give me love zasnęłam...
Obudziło mnie szturchanie w ramie, wołanie mojego imienia i głośne śmiechy. Otworzyłam leniwie oczy i rozejrzałam się powoli. Po paru chwilach zorientowałam się, że jestem w samolocie. Dowiedziałam się, że zaraz lądujemy, więc poprawiłam się na fotelu i zapięłam pas. Spojrzałam na parę znajdującą się po mojej prawej. Oczywiście nie robili nic innego jak wymieniali się śliną. Wywróciłam oczami i spojrzałam w prawo. Perrie i Zayn również przekazywali sobie, a Niall wpierdzielał żelki.
- Nialler'kuuuu...- przeciągnęłam słodko. Chłopak westchnął i wyciągnął w moim kierunku rękę, w której trzymał paczuszkę. Posłałam mu buziaka w powietrzu i zabrałam mu parę żelek.
Po paru minutach wylądowaliśmy i mogliśmy spokojnie wysiąść z samolotu. Wzięłam swoją torbę i pokierowałam się razem z głodomorkiem za całą czwórką zakochanych par. Zajadaliśmy się żelkami i cały czas się wygłupialiśmy. Przed lotniskiem stało mnóstwo paparazzi. Nienawidziłam ich. Mówili, że wykorzystuje chłopaków, żeby stać się sławną. Może i chce się stać rozpoznawalna w showbiznes'ie, ale nie w ten sposób. Dostałam się do szkoły muzycznej i mam nadzieję, że dzięki niej się wybije.
Moje rozmyślenia przerwało trzaśnięcie drzwi taksówki. Wszyscy już w niej siedzieliśmy i mogliśmy już jechać. Gdziekolwiek to miało być. 15 minut później byliśmy już na miejscu. Wyszliśmy z samochodu i razem z naszymi torbami pokierowaliśmy się, jak się okazało, w stronę domu chłopaków w Londynie. Teraz zrozumiałam o czym mówił Loczek. Strzeliłam duchowego facepalm'a i podreptałam za nimi. Szybko rzuciłam swoje rzeczy na łóżko i biorąc tylko telefon i torebkę zeszłam na dół.
- Ludzie !!! Wychodzę !!! Nie wiem kiedy wrócę !!! Nie czekajcie na mnie z kolacją !!!!- krzyknęłam w stronę schodów i trzasnęłam za sobą drzwiami. Na swój kierunek wybrałam dom mojej przyjaciółki mieszkającej w tym deszczowym mieście. Mimo takiej opinii dzisiaj nie padało.
Zapukałam do drzwi i moim oczom ukazała się mama blondynki.
- Dzień dobry, proszę pani.- uśmiechnęłam się ciepło w stronę kobiety.
- Oh, witaj, Mary. Dawno Cię nie widziałam.- odwzajemniła mój uśmiech.
- Tak. Trochę mnie tu nie było.- zaśmiałam się, a ona do mnie dołączyła.- Jest może Amy?- spytałam. Twierdząco pokiwała głową, a jej uśmiech trochę oklapł. Przesunęła się w drzwiach, żebym mogła wejść, po czym je za mną zamknęła.
- Poczekaj chwilkę.- powiedziała i zniknęła w kuchni.- Może Tobie się uda.- powiedziała podając mi talerzyk z kanapkami. Zmarszczyłam brwi, ale nic nie powiedziałam. Poszłam na górę z talerzykiem i podeszłam pod drzwi jej pokoju. Wzięłam parę głębokich oddechów i z rozmachem otworzyłam drzwi.
- Witaj, kochanie moje !!- krzyknęłam i spojrzałam w stronę łóżka.- Amy? Co się stało, skarbie?- spytałam widząc ją zapłakaną. Podbiegłam do łóżka i usiadłam obok mnie, dziewczyna wtuliła się we mnie mocno. Wybuchła jeszcze głośniejszym płaczem. Zaczęłam ją głaska po plecach i bujać, żeby się uspokoiła.
Po paru minutach osiągnęłam wymarzony efekt. Blondyna przestała płakać, ale dalej była do mnie 'przyklejona'.
- Opowiesz mi co się stało?- spytałam ostrożnie. Odsunęła się ode mnie delikatnie i przytaknęła pociągając nosem.
- Matt mnie zostawił.- powiedziała i zacisnęła powieki.
- Co ?! Kiedy ?!- wstałam jak oparzona.- Jak go zobaczę to na strzępy rozszarpię !!- krzyknęłam. Zobaczyłam cień uśmiechu na jej zamazanej tuszem twarzy. Podeszłam do niej i jeszcze raz mocno ją przytuliłam.- O Matko !- krzyknęłam.- Jak ty schudłaś !! Musisz zjeść te kanapki !!- podsunęłam jej pod nos talerzyk. Nie chętnie wzięła jedną i powoli przeżuwała z grymasem na twarzy. Zdenerwowała mnie swoimi wolnymi ruchami, więc chwyciłam jej żuchwę i zaczęłam jej pomagać. Brązowooka zaczęła się śmiać w skutek czego zaczęła się krztusić. Oderwałam ręce od jej głowy i poklepałam ją po plecach. Do jej pokoju wpadł jej brat - Cody.
- Ty się śmiałaś !!- wykrzyknął powodując uśmiech u dziewczyny. Podbiegł do niej i ją przytulił.- Minęły już 3 miesiące. Myślałem, że już się nie pozbierasz.- powiedział patrząc jej w oczy. Przewróciła oczami wywołując u mnie cichy chichot sprawiając, że chłopak na mnie spojrzał.- Mary? Dawno Cię nie widziałem, kochanie.- puścił mi oczko. Zaśmialiśmy się. Podeszłam do niego, cmoknęłam w policzek i przytuliłam.
- Ciebie też miło wiedzieć, Cody.- uśmiechnęłam się. Usiedliśmy w trójkę na łóżku Amy i zaczęliśmy rozmawiać. W między czasie zmusiliśmy blondynkę do zjedzenia pozostałych kanapek.
Około 20 pożegnałam się z nimi i poszłam w stronę domu chłopaków. Nie zdziwiło mnie to, że za mną w krzakach kryli się paparazzi. Już się do tego przyzwyczaiłam. Weszłam do domu i zastałam w nim tylko Niall'a.
- Gdzie reszta ? -spytałam.
- Wybyli do restauracji i gdzieś tam jeszcze.- odpowiedział nawet na mnie nie patrząc. Usiadłam obok niego na kanapie i zaczęłam oglądać z nim jakiś film akcji. W pewnym momencie przypomniała mi się koperta, którą dał mi Justin. Szybko poderwałam się z miejsca i ignorując zdziwione spojrzenie chłopaka pobiegłam do pokoju, w którym nocowałam. Chwyciłam w ręce torebkę i skoczyłam na łóżko. Wyciągnęłam pośpiesznie kopertę i drżącymi rękoma ją otworzyłam. Wyciągnęłam powoli jej zawartość i z każdym kawałkiem wyciąganym moje oczy powiększały się i powiększały. Justin dał nam 10 biletów na jego koncert w Londynie. Zasłoniłam swoje usta, żeby nie piszczeć i zeszłam z łóżka. Wróciłam do salonu, w którym siedzieli już wszyscy.
- Ekhem.- odchrząknęłam, zwracając na siebie uwagę.- Dostałam bilety...- zaczęłam.-... na koncert...- znowu przerwałam.-... mojego kolegi.- dokończyłam.
- Kiedy jest?- spytał Zayn. Przywróciłam sobie w myślach wygląd biletu i ujrzałam datę.
- Po jutrze.- odpowiedziałam.
- To my z Pezz odpadamy. Musimy załatwić parę spraw.- powiedział uśmiechając się w stronę dziewczyny.
- Ok, ale Maja, Dan, Niall, Liam muszą iść.- powiedziałam tonem nie lubiącym sprzeciwu. Pokiwali twierdząco głową. Uśmiechnęłam się.
- Idę z Wami.- powiedział Loczek. Uśmiechnęłam się w jego stronę, a potem w stronę reszty osób idących na ten koncert.
- Dziewczęta...- zaczęłam.- Jutro idziemy na zakupy.- wyszczerzyłam się jak idiotka. Przytaknęły.- Aaa... I idzie z nami jeszcze Amy.- powiedziałam, gdy stałam już w progu.
- Amy?- spytały równo.
- Moja przyjaciółka.- puściłam do nich oczko i pobiegłam do pokoju. Wskoczyłam na łóżko, wzięłam na kolana laptopa i włączyłam go. Po tym jak się w końcu włączył to zalogowałam się na tt. Weszłam na prywatne i napisałam do Justin'a wiadomość, w której umieściłam podziękowania i życzyłam mu dobrej nocy, po czym wylogowałam się i wyłączyłam urządzenie. Odłożyłam go na szafkę nocną i podeszłam do torby leżącej na podłodze. Wyciągnęłam z niej koszulkę Hazzy z napisem 'free fucks' i czystą bieliznę. Poszłam z tymi rzeczami do łazienki, w której już nie pachniało tak cudowne jak rano w naszym domu. Umyłam się szybciutko i ubrałam. Wróciłam do pokoju. Zanim zamknęłam drzwi krzyknęłam jeszcze głośne 'Dobranoc' i trzasnęłam drzwiami. Ułożyłam się wygodnie na poduszkach i wsunęłam swoje ciało pod kołdrę. Zanim jeszcze odpłynęłam do krainy snów napisałam do Amy, że jutro idziemy na zakupy, po czym podłączyłam telefon do ładowarki i odłożyłam go na laptopa znajdującego się na szafce nocnej. Znów położyłam głowę na mięciutkich poduszkach i odpłynęłam do krainy z rzekami pełnymi czekolady, żelkami zamiast drzew i chmur z waty cukrowej...
- Hej !!- krzyknęłam zwracając na siebie uwagę wszystkich.- Nie wiem co wyście tu robili.- popatrzałam na Malik'a i Styles'a.- I nie chce wiedzieć, ale chce wiedzieć co wy tu tak hałasujecie.- skrzyżowałam ręce na wysokości klatki piersiowej.
- Pakujemy się.- powiedział Loczek i wrócił do swoich poszukiwań.
- Już wracacie do Londynu?- zdziwiłam się.
- No MY jedziemy.- podkreślił drugie słowo.
- No wy.- odpowiedziałam patrząc na niego jak na idiotę.
- Jaka ty nie kumata.- strzelił facepalm'a.
- Może dlatego, że mnie obudziliście.- burknęłam.
- Po prostu się spakuj.- powiedział Liam przechodząc obok mnie. Zmarszczyłam brwi nie wiedząc o co chodzi.- Nie wszystko, tylko na parę dni.- uśmiechnął się w moją stronę. Dalej nic nie rozumiałam, ale nie chciałam już pytać, więc tak jak powiedział brązowooki poszłam się spakować.
Po spakowaniu się wyciągnęłam z szafy ubrania, które mogłabym ubrać i poszłam do łazienki. Pomieszczenie było zaparowane i pachniało męskimi żelami pod prysznic i perfumami, ale nie należały one do chłopaków. Mimo, że zapach ten czułam z dwa razy już go doskonale znałam. Były to perfumy samego Justin'a Bieber'a. Chociaż znałam ten zapach zaledwie dwa dni to i tak zdążyłam go pokochać.
Ściągnęłam z siebie ubrania z wczoraj i weszłam pod prysznic. Namydliłam swoje ciało pomarańczowym żelem pod prysznic, a we włosy wtarłam truskawkowy szampon do włosów. Spłukałam z siebie oraz włosów pianę i wyszłam z kabiny owijając się ręcznikiem. Stojąc przed lustrem wysuszyłam swoje włosy, pomalowałam się i ubrałam w strój pasujący do pogody. Psiknęłam się jeszcze perfumą 'Girlfiriend', którą dostałam od głodomorka i ostatni raz oglądając się w lustrze wyszłam z łazienki. Podreptałam do pokoju, gdzie wzięłam telefon i zeszłam na dół do reszty. Uśmiechnęłam się do wszystkich znajdujących się w jadalni i poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie lekkie śniadanko i dosiadłam się do stołu.
Wszyscy o czymś gadali, a ja zajęłam się swoim pysznym posiłkiem, który już kończyłam. Zaniosłam miseczkę do zmywarki i oprałam się biodrem o blat pijąc sok pomarańczowy, po czym pustą szklankę również schowałam do zmywarki.
- To jedziemy!!- krzyknął uradowany Lou biegnąc do salonu. W dalszym ciągu nie wiedziałam gdzie jedziemy, ale miałam nadzieje, że nie wywiozą mnie do lasu jak kiedyś.
*- Hej, Mary. Jedziemy na wycieczkę. Jedziesz z nami?- spytał Zayn.
- Jasne.- odpowiedziałam uśmiechając się promieniście.
- To spakuj się, a my przyjedziemy po Ciebie za godzinę.- powiedział i zniknął mi z pola widzenia. Wzruszyłam ramionami i poszłam się pakować.
- Co za idiota. Zapomniał mi powiedzieć na ile jedziemy.- mruknęłam sama do siebie.
Po jakiś czterdziestu pięciu minutach byłam spakowana, przebrałam się i zeszłam na dół, żeby poczekać na chłopaków. Po paru minutach przyjechali i mogliśmy jechać. Przez całą drogę się wygłupialiśmy. Na miejscu jako pierwsza wyskoczyłam z samochodu wraz z moją torbą. Usłyszałam za sobą tylko trzask drzwi, warczenie silnika, a potem już tylko głośne śmiechy chłopaków i w dalszym ciągu pracujący silnik. Rozejrzałam się dookoła. Stałam na środku jakiegoś lasu. Nie wiedziałam dokładnie gdzie. W tym momencie mocno wkurzyłam się na chłopaków. Postanowiłam poszukać jakiejś drogi do domu.
Po paru nastu minutach znalazłam leśniczówkę. Miły leśniczy powiedział mi jak mam iść, więc poszłam według jego wskazówek. Droga do domu zajęła mi ponad godzinę, ale za to miałam piękne widoki i nawdychałam się świeżego powietrza. Co w dalszym ciągu nie zmienia faktu, że byłam wkurzona na chłopaków. Weszłam po chichu do domu i na paluszkach poszłam do swojego pokoju. Nic nie mówiąc i przede wszystkim nie hałasując przebrałam się i wskoczyłam pod kołdrę, by po chwili pogrążyć się w głębokim śnie.
Następnego dnia obudziły mnie głosy dochodzące z dołu.
- A co jeżeli się nie znajdzie?- usłyszałam zdenerwowanego Loczka.
- Uspokój się. Na pewno zaraz się znajdzie.- odpowiedział mu Louis starając się być opanowanym. Po chwili zaczęli się przekrzykiwać. Nie mogłam tego słuchać, więc zwlokłam się z łóżka i zeszłam na dół.
- Możecie zamknąć te ryje?- spytała trzymając się za głowę jakby dopadł mnie kac morderca.
- O Matko!- krzyknął z ulgą Harry i rzucił się na mnie mocno mnie do siebie tuląc.- Wszystko ok? Nic Cię nie boli? Nie skaleczyłaś się?- pytał oglądając mnie całą. Wyrwałam się z jego kolejnego uścisku i bez żadnego słowa wzięłam szklankę, nalałam do niej sobie soku pomarańczowego, po czym go wypiłam.
Tak wyglądało parę kolejnych dni...*
Staliśmy wszyscy przed domem i pakowaliśmy walizki do bagażnika taksówki. Nagle z ni stąd ni zowąd zmaterializował się koło mnie Justin. Tak mnie przestraszył, że ze strachu złapałam się za miejsce, w którym znajduje się serce.
- Hej.- cmoknął mnie w policzek na powitanie.
- Cześć.- uśmiechnęłam się na gest chłopaka.
- Mam coś dla Ciebie i reszty. Mam nadzieje, że się spodoba.- powiedział dając mi kopertę. Już chciałam ją otworzyć, ale uniemożliwił mi to łapiąc mnie za rękę. Gdy mnie dotknął po moim kręgosłupie przebiegły przyjemne ciarki.- Otwórz to już na miejscu albo w samolocie.- puścił mi oczko, cmoknął w policzek mówiąc 'do zobaczenia' i poszedł. Bardzo chciałam zobaczyć co jest w kopercie, ale skoro Biebs mnie prosił abym otworzyła to później to tak zrobię. Schowałam kopertę do torebki i weszłam do taksówki, gdyż już wszystko było gotowe. Jechaliśmy jakiś czas po czym stanęliśmy na lotnisku. Uśmiechnęłam się widząc, że nie jest to las.
Po odprawach poszliśmy do prywatnego samolotu chłopaków. Usiadłam na fotelu obok Mai, która siedziała po prawej stronie Harry'ego. Podłączyłam słuchawki do telefonu i kliknęłam 'play' na mojej liście utworów. Wsłuchując się w piękny głos mojego kolegi Ed'a Sheeran'a w piosence Give me love zasnęłam...
Obudziło mnie szturchanie w ramie, wołanie mojego imienia i głośne śmiechy. Otworzyłam leniwie oczy i rozejrzałam się powoli. Po paru chwilach zorientowałam się, że jestem w samolocie. Dowiedziałam się, że zaraz lądujemy, więc poprawiłam się na fotelu i zapięłam pas. Spojrzałam na parę znajdującą się po mojej prawej. Oczywiście nie robili nic innego jak wymieniali się śliną. Wywróciłam oczami i spojrzałam w prawo. Perrie i Zayn również przekazywali sobie, a Niall wpierdzielał żelki.
- Nialler'kuuuu...- przeciągnęłam słodko. Chłopak westchnął i wyciągnął w moim kierunku rękę, w której trzymał paczuszkę. Posłałam mu buziaka w powietrzu i zabrałam mu parę żelek.
Po paru minutach wylądowaliśmy i mogliśmy spokojnie wysiąść z samolotu. Wzięłam swoją torbę i pokierowałam się razem z głodomorkiem za całą czwórką zakochanych par. Zajadaliśmy się żelkami i cały czas się wygłupialiśmy. Przed lotniskiem stało mnóstwo paparazzi. Nienawidziłam ich. Mówili, że wykorzystuje chłopaków, żeby stać się sławną. Może i chce się stać rozpoznawalna w showbiznes'ie, ale nie w ten sposób. Dostałam się do szkoły muzycznej i mam nadzieję, że dzięki niej się wybije.
Moje rozmyślenia przerwało trzaśnięcie drzwi taksówki. Wszyscy już w niej siedzieliśmy i mogliśmy już jechać. Gdziekolwiek to miało być. 15 minut później byliśmy już na miejscu. Wyszliśmy z samochodu i razem z naszymi torbami pokierowaliśmy się, jak się okazało, w stronę domu chłopaków w Londynie. Teraz zrozumiałam o czym mówił Loczek. Strzeliłam duchowego facepalm'a i podreptałam za nimi. Szybko rzuciłam swoje rzeczy na łóżko i biorąc tylko telefon i torebkę zeszłam na dół.
- Ludzie !!! Wychodzę !!! Nie wiem kiedy wrócę !!! Nie czekajcie na mnie z kolacją !!!!- krzyknęłam w stronę schodów i trzasnęłam za sobą drzwiami. Na swój kierunek wybrałam dom mojej przyjaciółki mieszkającej w tym deszczowym mieście. Mimo takiej opinii dzisiaj nie padało.
Zapukałam do drzwi i moim oczom ukazała się mama blondynki.
- Dzień dobry, proszę pani.- uśmiechnęłam się ciepło w stronę kobiety.
- Oh, witaj, Mary. Dawno Cię nie widziałam.- odwzajemniła mój uśmiech.
- Tak. Trochę mnie tu nie było.- zaśmiałam się, a ona do mnie dołączyła.- Jest może Amy?- spytałam. Twierdząco pokiwała głową, a jej uśmiech trochę oklapł. Przesunęła się w drzwiach, żebym mogła wejść, po czym je za mną zamknęła.
- Poczekaj chwilkę.- powiedziała i zniknęła w kuchni.- Może Tobie się uda.- powiedziała podając mi talerzyk z kanapkami. Zmarszczyłam brwi, ale nic nie powiedziałam. Poszłam na górę z talerzykiem i podeszłam pod drzwi jej pokoju. Wzięłam parę głębokich oddechów i z rozmachem otworzyłam drzwi.
- Witaj, kochanie moje !!- krzyknęłam i spojrzałam w stronę łóżka.- Amy? Co się stało, skarbie?- spytałam widząc ją zapłakaną. Podbiegłam do łóżka i usiadłam obok mnie, dziewczyna wtuliła się we mnie mocno. Wybuchła jeszcze głośniejszym płaczem. Zaczęłam ją głaska po plecach i bujać, żeby się uspokoiła.
Po paru minutach osiągnęłam wymarzony efekt. Blondyna przestała płakać, ale dalej była do mnie 'przyklejona'.
- Opowiesz mi co się stało?- spytałam ostrożnie. Odsunęła się ode mnie delikatnie i przytaknęła pociągając nosem.
- Matt mnie zostawił.- powiedziała i zacisnęła powieki.
- Co ?! Kiedy ?!- wstałam jak oparzona.- Jak go zobaczę to na strzępy rozszarpię !!- krzyknęłam. Zobaczyłam cień uśmiechu na jej zamazanej tuszem twarzy. Podeszłam do niej i jeszcze raz mocno ją przytuliłam.- O Matko !- krzyknęłam.- Jak ty schudłaś !! Musisz zjeść te kanapki !!- podsunęłam jej pod nos talerzyk. Nie chętnie wzięła jedną i powoli przeżuwała z grymasem na twarzy. Zdenerwowała mnie swoimi wolnymi ruchami, więc chwyciłam jej żuchwę i zaczęłam jej pomagać. Brązowooka zaczęła się śmiać w skutek czego zaczęła się krztusić. Oderwałam ręce od jej głowy i poklepałam ją po plecach. Do jej pokoju wpadł jej brat - Cody.
- Ty się śmiałaś !!- wykrzyknął powodując uśmiech u dziewczyny. Podbiegł do niej i ją przytulił.- Minęły już 3 miesiące. Myślałem, że już się nie pozbierasz.- powiedział patrząc jej w oczy. Przewróciła oczami wywołując u mnie cichy chichot sprawiając, że chłopak na mnie spojrzał.- Mary? Dawno Cię nie widziałem, kochanie.- puścił mi oczko. Zaśmialiśmy się. Podeszłam do niego, cmoknęłam w policzek i przytuliłam.
- Ciebie też miło wiedzieć, Cody.- uśmiechnęłam się. Usiedliśmy w trójkę na łóżku Amy i zaczęliśmy rozmawiać. W między czasie zmusiliśmy blondynkę do zjedzenia pozostałych kanapek.
Około 20 pożegnałam się z nimi i poszłam w stronę domu chłopaków. Nie zdziwiło mnie to, że za mną w krzakach kryli się paparazzi. Już się do tego przyzwyczaiłam. Weszłam do domu i zastałam w nim tylko Niall'a.
- Gdzie reszta ? -spytałam.
- Wybyli do restauracji i gdzieś tam jeszcze.- odpowiedział nawet na mnie nie patrząc. Usiadłam obok niego na kanapie i zaczęłam oglądać z nim jakiś film akcji. W pewnym momencie przypomniała mi się koperta, którą dał mi Justin. Szybko poderwałam się z miejsca i ignorując zdziwione spojrzenie chłopaka pobiegłam do pokoju, w którym nocowałam. Chwyciłam w ręce torebkę i skoczyłam na łóżko. Wyciągnęłam pośpiesznie kopertę i drżącymi rękoma ją otworzyłam. Wyciągnęłam powoli jej zawartość i z każdym kawałkiem wyciąganym moje oczy powiększały się i powiększały. Justin dał nam 10 biletów na jego koncert w Londynie. Zasłoniłam swoje usta, żeby nie piszczeć i zeszłam z łóżka. Wróciłam do salonu, w którym siedzieli już wszyscy.
- Ekhem.- odchrząknęłam, zwracając na siebie uwagę.- Dostałam bilety...- zaczęłam.-... na koncert...- znowu przerwałam.-... mojego kolegi.- dokończyłam.
- Kiedy jest?- spytał Zayn. Przywróciłam sobie w myślach wygląd biletu i ujrzałam datę.
- Po jutrze.- odpowiedziałam.
- To my z Pezz odpadamy. Musimy załatwić parę spraw.- powiedział uśmiechając się w stronę dziewczyny.
- Ok, ale Maja, Dan, Niall, Liam muszą iść.- powiedziałam tonem nie lubiącym sprzeciwu. Pokiwali twierdząco głową. Uśmiechnęłam się.
- Idę z Wami.- powiedział Loczek. Uśmiechnęłam się w jego stronę, a potem w stronę reszty osób idących na ten koncert.
- Dziewczęta...- zaczęłam.- Jutro idziemy na zakupy.- wyszczerzyłam się jak idiotka. Przytaknęły.- Aaa... I idzie z nami jeszcze Amy.- powiedziałam, gdy stałam już w progu.
- Amy?- spytały równo.
- Moja przyjaciółka.- puściłam do nich oczko i pobiegłam do pokoju. Wskoczyłam na łóżko, wzięłam na kolana laptopa i włączyłam go. Po tym jak się w końcu włączył to zalogowałam się na tt. Weszłam na prywatne i napisałam do Justin'a wiadomość, w której umieściłam podziękowania i życzyłam mu dobrej nocy, po czym wylogowałam się i wyłączyłam urządzenie. Odłożyłam go na szafkę nocną i podeszłam do torby leżącej na podłodze. Wyciągnęłam z niej koszulkę Hazzy z napisem 'free fucks' i czystą bieliznę. Poszłam z tymi rzeczami do łazienki, w której już nie pachniało tak cudowne jak rano w naszym domu. Umyłam się szybciutko i ubrałam. Wróciłam do pokoju. Zanim zamknęłam drzwi krzyknęłam jeszcze głośne 'Dobranoc' i trzasnęłam drzwiami. Ułożyłam się wygodnie na poduszkach i wsunęłam swoje ciało pod kołdrę. Zanim jeszcze odpłynęłam do krainy snów napisałam do Amy, że jutro idziemy na zakupy, po czym podłączyłam telefon do ładowarki i odłożyłam go na laptopa znajdującego się na szafce nocnej. Znów położyłam głowę na mięciutkich poduszkach i odpłynęłam do krainy z rzekami pełnymi czekolady, żelkami zamiast drzew i chmur z waty cukrowej...
************************************************************************
Ta da... Mamy kolejny rozdział... Jeśli ktokolwiek to czyta to proszę zostawcie po sobie jakiś komentarz...
Nuta na dziś:
Tą piosenkę wybrałam, ponieważ moja przyjaciółka mi ją nie dawno kazała słuchać itp. Mam nadzieję, że jeszcze ją pamiętacie >.<
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz