Rozdział pierwszy
- No to co? Teraz na lody?- spytałam swojej przyjaciółki, gdy wychodziłyśmy już z auli po rozdaniu świadectw.
- No a jak ?!- wykrzyknęła pytanie. Zaśmiałam się i pokierowałam się w kierunku wyjścia ze szkoły. Przeszłyśmy przez ulicę i pokierowałyśmy się przez park do lodziarni. Zamówiłyśmy sobie tam po małym pucharku lodów i usiadłyśmy przy stoliku na dworze.
Po paru minutach czekania na nasze zamówienie przyszła kelnerka i nam je podała. Wzięłam pierwszą łyżeczkę, ale zamiast trafić do moich ust, spadła na mój strój, a dokładniej na spodenki. Maja zaczęła się tak śmiać, że zwartość jej następnej łyżeczki również zleciała jej na spódniczkę, przez co obie zaczęłyśmy się śmiać jak idiotki.
Po naszym napadzie śmiechu, dokończyłyśmy nasze desery i pokierowałyśmy się w stronę powrotną do domu. Przy naszych domkach rozdzieliłyśmy się i każda poszła w kierunku swojego.
- Jestem!- krzyknęłam wchodząc do domu.
- Świetnie, kochanie! Chodź do salonu!- usłyszałam krzyk mojego taty z wymienionego przez niego pomieszczenia. Wypełniłam jego prośbę i poszłam tam.
- Mama!- krzyknęłam rzucając się brunetce na szyję.
- Hej, słoneczko.- uśmiechnęła się, co odwzajemniłam.
- Ekhem... A ze mną się nie przywitasz?- usłyszałam urażony głos za sobą. Oderwałam się od mojej rodzicielki i rzuciłam się na bruneta, przewracając go na podłogę. Zaczęliśmy się śmieć.
- Witaj, Haroldzie.- powiedziałam przez śmiech.
- Oh, witaj, Mary.- powiedział już dość poważnie, dalej leżąc na podłodze.- Miło Cię widzieć.- uśmiechnął się ukazując słodkie dołeczki w policzkach. Wstałam z niego i pomogłam mu wstać.
- Nie chcę Ci przerywać powitań, Mary...- zaczął tata.-... ale przyszły do Ciebie listy z...- nie dokończył, bo wyrwałam mu je z ręki.
- Dzięki, tato.- cmoknęłam go w policzek. Usiadłam po turecku na fotelu i roztargałam pierwszą kopertę. Pisało w niej, że dostałam się na studia fotograficzne w kraju, w którym mieszkam, czyli w Polsce. Potem rozerwałam drugą, w której pisało, że dostałam się na studia malarskie w Londynie. Po przeczytaniu tego wydałam z siebie okrzyk radości i w tym samym momencie usłyszałam ten sam okrzyk z domu obok, czyli z domu Mai. Z roztrzęsionymi rękami otworzyłam ostatnią kopertę, ale chyba najważniejszą. Powolutku przeczytałam tekst, ale nie mogłam uwierzyć własnym oczom i przeczytałam go jeszcze raz, jeszcze raz i jeszcze raz. Gdy w końcu dotarło do mnie to, że dostałam się do szkoły muzycznej w L.A rozpłakałam się. Z domu mojej przyjaciółki znów można było usłyszeć ten charakterystyczny okrzyk i trzaśnięcie drzwiami, a po chwili drzwi u mnie w domu otworzyły się z rozmachem i trzasnęły.
- Mary, Mary, Mary... !!!- usłyszałam krzyki blondynki z hallu.- Dostałam się!!- krzyknęła wbiegając do salonu.- Co jest?- spytała siadając na oparciu fotela. Nic nie mówiąc podałam jej wszystkie trzy listy. Szybko je przeczytała, po czym mocno mnie przytuliła.
- Po pierwsze...- odezwał się Harry.- Hej, Maja. Po drugie: możecie nam wytłumaczyć o co chodzi?- spytał.
- Dzień dobry. Przepraszam, ale jestem tak przejęta, że nie zauważyłam państwa.- uśmiechnęła się w stronę moich rodziców, a następnie w stronę mojego brata.- Hej, Harry.- zarumieniła się leciutko, na co przewróciłam oczami. Podniosłam się z fotela i podałam mu te same listy co przyjaciółce.
- Ale ja nic tu nie rozumiem.- powiedział pokazując mi list z polskiej szkoły.
- To odpowiedź na studiowanie w polskiej szkole.- odpowiedziałam.
- I co?- spytał.
- Dostałam się.- uśmiechnęłam się lekko.
- To cudownie!- krzyknął i mnie przytulił. Gdy się ode mnie oderwał podeszli do mnie rodzice. Kątem oka zobaczyłam jak Loczek czyta kolejny list, a jego oczy w pewnym momencie robią się wielkie jak pięć złoty.
- Boże, Mary!!- krzyknął.- Powiedz, że idziesz na te studia.- powiedział machając mi kartką papieru z Londynu.
- No nie wiem, na które mam iść...- zaczęłam nie pewnie.- Przecież zgodzili się w wszystkich trzech szkołach.- powiedziałam uśmiechając się lekko.
- Trzech?- podniósł jedną brew.
- Przeczytaj.- wywróciłam oczami. Chłopak przerzucił jedną kartkę i znów zaczął przerzucać oczami po literkach. Jego uśmiech robił się coraz większy z każdym przeczytanym słowem. Przeniósł swój wzrok na mnie i uśmiechał się szeroko.
- Co? Co tam piszę?- zaczęła pytać mama. Brunet podał jej dwie kartki ze szkół poza granicami mojego kraju. Źrenice kobiety zrobiły się ogromne, a jeszcze większe jak przeczytała drugą kartkę. Zobaczyłam, że w jej oczach zbierają się łzy. Bez słowa podeszła do mnie i mocno przytuliła.
Po trzydziestu minutach przesłuchania, poszłam razem z Mają do mojego pokoju. Położyłyśmy się na łóżku i zaczęłyśmy się zastanawiać, do której szkoły pójść. Miałam ogromny dylemat, gdyż malowanie to, to co bardzo lubię robić, a muzyka to kawałek mojego życia. W końcu po chyba godzinie męczących sprzeczek, 'za' i 'przeciw', postanowiłyśmy pójść na studia w Los Angeles. Ogarnęłam się trochę z rozmazanego tuszu do rzęs, który zasechł na moich policzkach i zeszłyśmy na dół, gdzie siedziała cała reszta poważnie nad czymś dyskutując, ale gdy weszłyśmy do salonu jak na zawołanie umilkli. Każdy z nas patrzał się to jedną, a to na drugą osobę i nikt nie miał zamiaru się odezwać.
- I?- ciszę przewał Hazza.
- I postanowiłyśmy, że będziemy studiować w L.A.- powiedziałam na jednym wdechu, na co moja przyjaciółka przytaknęła, a oni przytaknęli głowami.- Na ile przyjechaliście ?- zmieniłam temat czując nadchodzącą krępującą ciszę.
- Jutro wyjeżdżam.- odpowiedział mi Harry, próbując ukryć swój uśmiech.
- Tylko ty?- zmarszczyłam brwi.
- Tak. Mama zostaję, na parę dni, więc lecę sam.- powiedział.- Póki co.- dodał już nieco ciszej, chyba, żeby nikt nie usłyszał, ale coś mu nie wyszło, bo ja usłyszałam. Postanowiłam zostawić to bez komentarza.
Przez kolejne 15 minut siedziałam z moim braciszkiem i niebieskooką w moim pokoju i się wygłupialiśmy, ale Maja musiała już iść, więc odprowadziłam ją do drzwi i umówiłam się z nią na jutro na zakupy. Wróciłam do swojego pokoju i podeszłam do szafy, wyciągnęłam z niej wygodne ubrania i poszłam z nimi do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się w wcześniej przygotowane rzeczy i wyszłam zaparowanego pomieszczenia. W moim pokoju na łóżku siedział brunet rozmawiający przez telefon, ale zaraz po otworzeniu przeze mnie drzwi, pożegnał się z rozmówcą i rozłączył.
- Słuchaj...-zaczął.-... jutro wyjeżdżam i mam wielką nadzieję, że Ty i Maja razem ze mną.- uśmiechnął się do mnie słodko, ukazując te cudowne dołeczki w policzkach.
- Ale, że już jutro?- spytałam, na co twierdząco kiwnął głową.- Ugh... Ja się spakuje, a Ty dzwoń do Mai.- powiedziałam wyciągając z pod łóżka walizkę. Chłopak podskoczył zadowolony na łóżku, zmoknął mnie w policzek i wesoły wybiegł z mojego pokoju trzaskając za sobą drzwiami.
W ciągu półtorej godziny spakowałam sobie wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy do wyjazdu. Odłożyłam walizkę obok drzwi i wskoczyłam pod kołderkę. Ułożyłam się wygodnie na poduszce. Oby ten wyjazd był pełen niespodzianek i MIŁYCH wrażeń, pomyślałam i zasnęłam...
- Boże, Mary!!- krzyknął.- Powiedz, że idziesz na te studia.- powiedział machając mi kartką papieru z Londynu.
- No nie wiem, na które mam iść...- zaczęłam nie pewnie.- Przecież zgodzili się w wszystkich trzech szkołach.- powiedziałam uśmiechając się lekko.
- Trzech?- podniósł jedną brew.
- Przeczytaj.- wywróciłam oczami. Chłopak przerzucił jedną kartkę i znów zaczął przerzucać oczami po literkach. Jego uśmiech robił się coraz większy z każdym przeczytanym słowem. Przeniósł swój wzrok na mnie i uśmiechał się szeroko.
- Co? Co tam piszę?- zaczęła pytać mama. Brunet podał jej dwie kartki ze szkół poza granicami mojego kraju. Źrenice kobiety zrobiły się ogromne, a jeszcze większe jak przeczytała drugą kartkę. Zobaczyłam, że w jej oczach zbierają się łzy. Bez słowa podeszła do mnie i mocno przytuliła.
Po trzydziestu minutach przesłuchania, poszłam razem z Mają do mojego pokoju. Położyłyśmy się na łóżku i zaczęłyśmy się zastanawiać, do której szkoły pójść. Miałam ogromny dylemat, gdyż malowanie to, to co bardzo lubię robić, a muzyka to kawałek mojego życia. W końcu po chyba godzinie męczących sprzeczek, 'za' i 'przeciw', postanowiłyśmy pójść na studia w Los Angeles. Ogarnęłam się trochę z rozmazanego tuszu do rzęs, który zasechł na moich policzkach i zeszłyśmy na dół, gdzie siedziała cała reszta poważnie nad czymś dyskutując, ale gdy weszłyśmy do salonu jak na zawołanie umilkli. Każdy z nas patrzał się to jedną, a to na drugą osobę i nikt nie miał zamiaru się odezwać.
- I?- ciszę przewał Hazza.
- I postanowiłyśmy, że będziemy studiować w L.A.- powiedziałam na jednym wdechu, na co moja przyjaciółka przytaknęła, a oni przytaknęli głowami.- Na ile przyjechaliście ?- zmieniłam temat czując nadchodzącą krępującą ciszę.
- Jutro wyjeżdżam.- odpowiedział mi Harry, próbując ukryć swój uśmiech.
- Tylko ty?- zmarszczyłam brwi.
- Tak. Mama zostaję, na parę dni, więc lecę sam.- powiedział.- Póki co.- dodał już nieco ciszej, chyba, żeby nikt nie usłyszał, ale coś mu nie wyszło, bo ja usłyszałam. Postanowiłam zostawić to bez komentarza.
Przez kolejne 15 minut siedziałam z moim braciszkiem i niebieskooką w moim pokoju i się wygłupialiśmy, ale Maja musiała już iść, więc odprowadziłam ją do drzwi i umówiłam się z nią na jutro na zakupy. Wróciłam do swojego pokoju i podeszłam do szafy, wyciągnęłam z niej wygodne ubrania i poszłam z nimi do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się w wcześniej przygotowane rzeczy i wyszłam zaparowanego pomieszczenia. W moim pokoju na łóżku siedział brunet rozmawiający przez telefon, ale zaraz po otworzeniu przeze mnie drzwi, pożegnał się z rozmówcą i rozłączył.
- Słuchaj...-zaczął.-... jutro wyjeżdżam i mam wielką nadzieję, że Ty i Maja razem ze mną.- uśmiechnął się do mnie słodko, ukazując te cudowne dołeczki w policzkach.
- Ale, że już jutro?- spytałam, na co twierdząco kiwnął głową.- Ugh... Ja się spakuje, a Ty dzwoń do Mai.- powiedziałam wyciągając z pod łóżka walizkę. Chłopak podskoczył zadowolony na łóżku, zmoknął mnie w policzek i wesoły wybiegł z mojego pokoju trzaskając za sobą drzwiami.
W ciągu półtorej godziny spakowałam sobie wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy do wyjazdu. Odłożyłam walizkę obok drzwi i wskoczyłam pod kołderkę. Ułożyłam się wygodnie na poduszce. Oby ten wyjazd był pełen niespodzianek i MIŁYCH wrażeń, pomyślałam i zasnęłam...
*************************************************************************************
Mamy pierwszy rozdział... Wiem to trochę głupie, że zaczynam już trzecie opowiadanie, ale nie wiem co mam tam pisać, więc tworzę nowe, którego nowe sceny co chwilę pojawiają się w mojej głowię, więc mam nadzieję, że Wam się spodoba :D Proszę Was komentujcie... To dla mnie bardzo ważne, bo nie wiem czy Wam się podoba czy nie... Każdą pochwałę i krytykę mile przyjmę, więc śmiało pisać... Klawiatura nie gryzie :D
Nuta na dziś:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz