Rozdział drugi
Obudził mnie ciężar, który znajdował się na mnie. Po chwili poczułam na swojej twarzy krótkie, delikatne sprężynki łaskoczące mnie po niej.
- Cholera, Harry. Złaź. Ciężki jesteś.- jęknęłam.
- Wstawaj, mała. Za niedługo mamy samolot.- wyszczerzył swoje ząbki. Westchnęłam zrezygnowana i zrzuciłam go z siebie, w skutek czego spadł na podłogę. Zaśmiałam się i jeszcze trochę zaspana wstałam z łóżka. Zrobiłam jeden krok i poczułam coś zimnego na mojej lewej kostce. Przerzuciłam swój wzrok na to 'coś' i ujrzałam dłoń Hazzy. Zaczęłam machać nogą, żeby zrzucić jego rękę, ale poszło to na marne. W końcu wynik był taki, że oboje leżeliśmy na podłodze łaskocząc siebie na wzajem. Czasami tęsknie za takimi momentami, gdy brunet jest w Londynie lub gdzieś indziej na świecie, a ja jestem w Polsce i nie mogę się z nim zobaczyć.
W końcu dotarłam do szafy wyciągnęłam z niej ubrania i podreptałam do łazienki, gdzie wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i umalowałam, czyli nałożyłam maskarę na rzęsy i przejechałam błyszczykiem po ustach. Gotowa wyszłam z łazienki i zeszłam na dół. Koło drzwi stała już walizka moja, Loczka i Mai. Weszłam do kuchni, przywitałam się z wszystkimi i wzięłam się za pałaszowanie mojego śniadania, którym okazały się być płatki z mlekiem.
Spakowaliśmy walizki do bagażnika taksówki i poszliśmy się jeszcze pożegnać z naszymi rodzicami. Podeszłam najpierw do rodziców Mai, z którymi wyściskałam się na jakiś czas i obiecałam, że zaopiekuje się ich ukochaną córeczką, chociaż nie wiem o co im chodzi, przecież wyjeżdżamy na miesiąc potem wracam i po kolejnym miesiącu znów wyjeżdżamy, ale do L.A. Podeszłam jeszcze do moich rodzicieli. Podeszłam do taty i mocno się w niego wtuliłam.
- Uważaj na siebie tam.- szepnął mi we włosy i cmoknął w czubek głowy.
- Kocham Cię.- powiedziała składając pojedynczego buziaka na jego policzku, on odpowiedział mi to samo, a ja podreptałam do mamy, która żegnała się z Hazzą.
-...opiekuj się nią tam.- usłyszałam końcówkę wypowiedzi mojej rodzicielki.
- Nie może być inaczej.- odpowiedział, a na mojej twarzy mimowolnie wymalował się uśmiech. Gdy się tak przytulali podeszłam do nich i również się przytuliłam. Po chwili doszedł do nas jeszcze tata, a potem Maja i jej rodzice.
Po grupowym 'hug'u' wsiedliśmy do taksówki, pomachaliśmy im jeszcze i odjechaliśmy. Przez cała drogę Harry z kimś zawzięcie pisał sms-y, niebieskooka grała w jakieś gry na telefonie, a ja opierając głowę na szybie, walczyłam aby nie zasnąć. Po jakiś dwudziestu może trzydziestu minutach byliśmy na miejscu. Zapłaciliśmy kierowcy i razem z naszymi walizkami podążyliśmy na odprawę. Przy stoisku, przy którym nas przyjmowali nie było nikogo oprócz nas, co mnie bardzo zdziwiło, ale postanowiłam się nie odzywać.
Po kolejnych dziesięciu minutach okazało się, że mój kochany braciszek załatwił nam lot prywatnym samolotem chłopaków. Rozłożyłam się wygodnie na fotelu, podłączyłam słuchawki do telefonu i włączyłam moją playlistę, składającą się głównie z piosenek JB i 1D, ale zdarzały się również piosenki MJ, Coldplay i różnych innych wykonawców, nawet polskich. Po przesłuchaniu paru piosnek z listy odtwarzania odpłynęłam do krainy snów i marzeń...
-Ej, mała...- poczułam szturchnięcie na mojej prawej ręce.- Mary, wstawaj, zaraz lądujemy.- powiedział już trochę głośniej Harold. Otworzyłam leniwie oczy i ślamazarnie uśmiechnęłam się w jego stronę w podzięce. Po paru minutach wylądowaliśmy i razem z naszymi walizkami podążyliśmy w kierunku wejścia do budynku. Przez to, że jeszcze trochę spałam nie patrzałam gdzie idziemy, dlatego mój najwspanialszy brat pod słońcem trzymał mnie za rękę, żebym się nie zgubiła. Przed budynkiem zatrzymaliśmy się na chwilę.
- Po co tu stoimy?- spytałam siadając na mojej walizce.- Złapmy taksówkę i jedzmy do domu, bo chce mi się spać.- powiedziałam pod koniec zdania ziewając.
- Czekamy na chłopaków. Zaraz powinni przyje...- zaciął patrząc przed siebie. Popatrzyłam w tamtym kierunku i ujrzałam nadjeżdżającą czarną limuzynę.
- Louis.- powiedzieliśmy równocześnie z Hazzą, gdy zatrzymała się na przeciwko nas.
- No to ja.- powiedział chłopak z szerokim uśmiechem, wynurzając głowę z otwartej szyby w dachu. Pokręciłam głową z politowaniem i wsadziłam swoją walizkę do bagażnika, po czym wsiadłam do pojazdu. Usiadłam w najcichszym koncie i próbowałam jeszcze choć na chwilę zasnąć, ale przy tych idiotach nie umiałam. W końcu dołączyłam się do ich bezsensownej rozmowy.
Po jakimś czasie pojazd się zatrzymał i chłopcy wyskoczyli jak oparzeni, ja pomału się z niego wygramoliłam i od razu nie patrząc dookoła, podeszłam do bagażnika. Wyciągnęłam swój bagaż, po czym podeszłam do chłopaków.
- Otwierajcie te drzwi.- powiedziałam nie zadowolona z tego, ze musimy stać na dworze.
- Musimy poczekać na Paul'a, bo on ma klucze.- opowiedział mi Liam.
- Dlaczego?- zmarszczyłam brwi.
- Bo dziś rano przylecieliśmy tu i nie mieliśmy czasu tego zrobić.- tym razem odpowiedział mi Zayn. Westchnęłam i usadowiłam się wygodnie na kolanach Lokowatego, który siedział na swojej walizce. Chłopak oplótł mnie rękami w pasie i położył podbródek na ramieniu. To było przyjemne, ale nie potrwało zbyt długo, bo jego palce zaczęły się poruszać po całym moim brzuchu doprowadzając mnie do śmiechu.
- Ha-arry... prze-prze-przestań...- tylko tyle udało mi się wydukać przed następnym napadem śmiechu. Przed kolejnymi minutami tortury uratował mnie Paul, który przyjechał z kluczami.
- Dobra, dziewczyny...- zaczął.- Mam nadzieję, że Wam się spodoba.- powiedział przekręcając zamek w drzwiach. Zupełnie nie wiedziałam o co mu chodzi. Zmarszczyłam brwi i weszłam za nim. Rozejrzałam się dookoła i nie poznałam tego miejsca. To nie był ten przytulny domek, w którym byłam ostatnio dwa lata temu. To pomieszczenie również było bardzo fajnie urządzone i przede wszystkim: duże. Na dole domu znajdował się salon połączony z jadalnią, która była połączona z kuchnią, łazienka i trzy pokoje. Na górze znajdowało się sześć pokoi oraz dwie łazienki. Cały dom był przestronny i urządzony w dobrym guście.
- A co to jest za dom?- spytałam wchodząc do salonu, w którym siedzieli chłopcy ze swoim menager'em.
- To jest wasz dom.- odpowiedział akurat w tym momencie, kiedy do pomieszczenia wchodziła Maja.
- Ale jak to nasz?- spytała blondynka.
- Oh, normalnie.- uśmiechnął się w naszą stronę. Popatrzyłam znacząco na dziewczyna i po chwili obie dziękowałyśmy mojemu braciszkowi.
Porozmawiałyśmy z chłopakami jeszcze jakąś godzinkę, po czym poszłam do pokoju na górze, który sobie wybrałam. Zaczęłam się rozpakowywać. Poukładałam równiutko moje koszulki, sweterki, spodnie, spodenki i sukienki, po czym ułożyłam je w szafie. Wyciągnęłam sobie z niej koszulkę Niall'a z napisem 'free hugs' oraz czystą bieliznę z szuflady. Rzuciłam to na łóżko podeszłam do okna i je uchyliłam, bo zrobiło się trochę duszno. Chwyciłam znów w łapki swoją 'piżamę' i podreptałam do łazienki. Szybciutko się umyłam, po czym ubrałam się i wyszłam z zaparowanego pomieszczenia. W pokoju złapałam w ręce laptopa i usiadłam z nim na parapecie. Czekając aż się załaduje rozejrzałam się po okolicy i nic tu nie przypominało wiecznie mokrego Londynu, tylko cały czas kąpane w słońcu Los Angeles. Gdy dostrzegłam gdzieś w oddali byłam już przekonana w stu procentach, że jesteśmy w mieście aniołów. Zalogowałam się na twitter'a i pochwaliłam się swoim nowym odkryciem, potem weszłam na konto Justin'a. Jego ostatni tweet sprzed kilku minut bardzo mnie zaciekawił. 'free hugs' hmm... bardzo chętnie, ale jesteś trochę za daleko..., przeczytałam w myślach. Spojrzałam na swoją koszulkę i na laptopa, potem znów na koszulkę i znów na laptopa i tak jeszcze kilka razy. Spoglądając na ekran dostrzegłam, że dodał nowego tweet'a. Kliknęłam w to 'coś' i zaraz wyskoczył mi napis: zabawnie wyglądasz patrząc to na koszulkę, to na laptopa ;p. Moje oczy powiększyły się chyba do granic możliwości. Wyjrzałam przez okno szukając Jego. Pomyślałam, że to są tlko moje urojenia i zajrzałam na interakcję. Tam dostałam wiadomość od Hazzy, że szybko to zauważyłam, zważywszy na to, że trochę już jesteśmy w L.A. Zaczęłam się z nim kłócić, że to dlatego, ze byłam i jestem zmęczona i tak dalej.
Około 22:30 wylogowałam się z tt, napisałam do taty sms-a, że jestem już na miejscu w jednym kawałku i nie musi się martwić. Podpięłam ładowarkę do kontaktu, a potem telefon z drugiej strony kabelka. Położyłam go na szafce nocnej, wskoczyłam pod kołdrę. Czy te tweet'y były kierowane do mnie? A może mam problemy ze wzrokiem?, te pytania nie dawały mi spokoju, ąz do momentu, w którym zasnęłam...
Spakowaliśmy walizki do bagażnika taksówki i poszliśmy się jeszcze pożegnać z naszymi rodzicami. Podeszłam najpierw do rodziców Mai, z którymi wyściskałam się na jakiś czas i obiecałam, że zaopiekuje się ich ukochaną córeczką, chociaż nie wiem o co im chodzi, przecież wyjeżdżamy na miesiąc potem wracam i po kolejnym miesiącu znów wyjeżdżamy, ale do L.A. Podeszłam jeszcze do moich rodzicieli. Podeszłam do taty i mocno się w niego wtuliłam.
- Uważaj na siebie tam.- szepnął mi we włosy i cmoknął w czubek głowy.
- Kocham Cię.- powiedziała składając pojedynczego buziaka na jego policzku, on odpowiedział mi to samo, a ja podreptałam do mamy, która żegnała się z Hazzą.
-...opiekuj się nią tam.- usłyszałam końcówkę wypowiedzi mojej rodzicielki.
- Nie może być inaczej.- odpowiedział, a na mojej twarzy mimowolnie wymalował się uśmiech. Gdy się tak przytulali podeszłam do nich i również się przytuliłam. Po chwili doszedł do nas jeszcze tata, a potem Maja i jej rodzice.
Po grupowym 'hug'u' wsiedliśmy do taksówki, pomachaliśmy im jeszcze i odjechaliśmy. Przez cała drogę Harry z kimś zawzięcie pisał sms-y, niebieskooka grała w jakieś gry na telefonie, a ja opierając głowę na szybie, walczyłam aby nie zasnąć. Po jakiś dwudziestu może trzydziestu minutach byliśmy na miejscu. Zapłaciliśmy kierowcy i razem z naszymi walizkami podążyliśmy na odprawę. Przy stoisku, przy którym nas przyjmowali nie było nikogo oprócz nas, co mnie bardzo zdziwiło, ale postanowiłam się nie odzywać.
Po kolejnych dziesięciu minutach okazało się, że mój kochany braciszek załatwił nam lot prywatnym samolotem chłopaków. Rozłożyłam się wygodnie na fotelu, podłączyłam słuchawki do telefonu i włączyłam moją playlistę, składającą się głównie z piosenek JB i 1D, ale zdarzały się również piosenki MJ, Coldplay i różnych innych wykonawców, nawet polskich. Po przesłuchaniu paru piosnek z listy odtwarzania odpłynęłam do krainy snów i marzeń...
-Ej, mała...- poczułam szturchnięcie na mojej prawej ręce.- Mary, wstawaj, zaraz lądujemy.- powiedział już trochę głośniej Harold. Otworzyłam leniwie oczy i ślamazarnie uśmiechnęłam się w jego stronę w podzięce. Po paru minutach wylądowaliśmy i razem z naszymi walizkami podążyliśmy w kierunku wejścia do budynku. Przez to, że jeszcze trochę spałam nie patrzałam gdzie idziemy, dlatego mój najwspanialszy brat pod słońcem trzymał mnie za rękę, żebym się nie zgubiła. Przed budynkiem zatrzymaliśmy się na chwilę.
- Po co tu stoimy?- spytałam siadając na mojej walizce.- Złapmy taksówkę i jedzmy do domu, bo chce mi się spać.- powiedziałam pod koniec zdania ziewając.
- Czekamy na chłopaków. Zaraz powinni przyje...- zaciął patrząc przed siebie. Popatrzyłam w tamtym kierunku i ujrzałam nadjeżdżającą czarną limuzynę.
- Louis.- powiedzieliśmy równocześnie z Hazzą, gdy zatrzymała się na przeciwko nas.
- No to ja.- powiedział chłopak z szerokim uśmiechem, wynurzając głowę z otwartej szyby w dachu. Pokręciłam głową z politowaniem i wsadziłam swoją walizkę do bagażnika, po czym wsiadłam do pojazdu. Usiadłam w najcichszym koncie i próbowałam jeszcze choć na chwilę zasnąć, ale przy tych idiotach nie umiałam. W końcu dołączyłam się do ich bezsensownej rozmowy.
Po jakimś czasie pojazd się zatrzymał i chłopcy wyskoczyli jak oparzeni, ja pomału się z niego wygramoliłam i od razu nie patrząc dookoła, podeszłam do bagażnika. Wyciągnęłam swój bagaż, po czym podeszłam do chłopaków.
- Otwierajcie te drzwi.- powiedziałam nie zadowolona z tego, ze musimy stać na dworze.
- Musimy poczekać na Paul'a, bo on ma klucze.- opowiedział mi Liam.
- Dlaczego?- zmarszczyłam brwi.
- Bo dziś rano przylecieliśmy tu i nie mieliśmy czasu tego zrobić.- tym razem odpowiedział mi Zayn. Westchnęłam i usadowiłam się wygodnie na kolanach Lokowatego, który siedział na swojej walizce. Chłopak oplótł mnie rękami w pasie i położył podbródek na ramieniu. To było przyjemne, ale nie potrwało zbyt długo, bo jego palce zaczęły się poruszać po całym moim brzuchu doprowadzając mnie do śmiechu.
- Ha-arry... prze-prze-przestań...- tylko tyle udało mi się wydukać przed następnym napadem śmiechu. Przed kolejnymi minutami tortury uratował mnie Paul, który przyjechał z kluczami.
- Dobra, dziewczyny...- zaczął.- Mam nadzieję, że Wam się spodoba.- powiedział przekręcając zamek w drzwiach. Zupełnie nie wiedziałam o co mu chodzi. Zmarszczyłam brwi i weszłam za nim. Rozejrzałam się dookoła i nie poznałam tego miejsca. To nie był ten przytulny domek, w którym byłam ostatnio dwa lata temu. To pomieszczenie również było bardzo fajnie urządzone i przede wszystkim: duże. Na dole domu znajdował się salon połączony z jadalnią, która była połączona z kuchnią, łazienka i trzy pokoje. Na górze znajdowało się sześć pokoi oraz dwie łazienki. Cały dom był przestronny i urządzony w dobrym guście.
- A co to jest za dom?- spytałam wchodząc do salonu, w którym siedzieli chłopcy ze swoim menager'em.
- To jest wasz dom.- odpowiedział akurat w tym momencie, kiedy do pomieszczenia wchodziła Maja.
- Ale jak to nasz?- spytała blondynka.
- Oh, normalnie.- uśmiechnął się w naszą stronę. Popatrzyłam znacząco na dziewczyna i po chwili obie dziękowałyśmy mojemu braciszkowi.
Porozmawiałyśmy z chłopakami jeszcze jakąś godzinkę, po czym poszłam do pokoju na górze, który sobie wybrałam. Zaczęłam się rozpakowywać. Poukładałam równiutko moje koszulki, sweterki, spodnie, spodenki i sukienki, po czym ułożyłam je w szafie. Wyciągnęłam sobie z niej koszulkę Niall'a z napisem 'free hugs' oraz czystą bieliznę z szuflady. Rzuciłam to na łóżko podeszłam do okna i je uchyliłam, bo zrobiło się trochę duszno. Chwyciłam znów w łapki swoją 'piżamę' i podreptałam do łazienki. Szybciutko się umyłam, po czym ubrałam się i wyszłam z zaparowanego pomieszczenia. W pokoju złapałam w ręce laptopa i usiadłam z nim na parapecie. Czekając aż się załaduje rozejrzałam się po okolicy i nic tu nie przypominało wiecznie mokrego Londynu, tylko cały czas kąpane w słońcu Los Angeles. Gdy dostrzegłam gdzieś w oddali byłam już przekonana w stu procentach, że jesteśmy w mieście aniołów. Zalogowałam się na twitter'a i pochwaliłam się swoim nowym odkryciem, potem weszłam na konto Justin'a. Jego ostatni tweet sprzed kilku minut bardzo mnie zaciekawił. 'free hugs' hmm... bardzo chętnie, ale jesteś trochę za daleko..., przeczytałam w myślach. Spojrzałam na swoją koszulkę i na laptopa, potem znów na koszulkę i znów na laptopa i tak jeszcze kilka razy. Spoglądając na ekran dostrzegłam, że dodał nowego tweet'a. Kliknęłam w to 'coś' i zaraz wyskoczył mi napis: zabawnie wyglądasz patrząc to na koszulkę, to na laptopa ;p. Moje oczy powiększyły się chyba do granic możliwości. Wyjrzałam przez okno szukając Jego. Pomyślałam, że to są tlko moje urojenia i zajrzałam na interakcję. Tam dostałam wiadomość od Hazzy, że szybko to zauważyłam, zważywszy na to, że trochę już jesteśmy w L.A. Zaczęłam się z nim kłócić, że to dlatego, ze byłam i jestem zmęczona i tak dalej.
Około 22:30 wylogowałam się z tt, napisałam do taty sms-a, że jestem już na miejscu w jednym kawałku i nie musi się martwić. Podpięłam ładowarkę do kontaktu, a potem telefon z drugiej strony kabelka. Położyłam go na szafce nocnej, wskoczyłam pod kołdrę. Czy te tweet'y były kierowane do mnie? A może mam problemy ze wzrokiem?, te pytania nie dawały mi spokoju, ąz do momentu, w którym zasnęłam...
****************************************************************************************
Dodałam drugi rozdział i jestem z siebie dumna, że tak szybko. Mam nadzieję, że się podoba, chociaż jest trochę nudny. Następne rozdziały będą ciekawsze od tego i poprzedniego, na ale w końcu to dopiero początek, c'nie ??
Nuta na dziś:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz